Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
[x]

deviantART

 


    Arbuz Zygfryd rósł sobie szczęśliwie na polu arbuzowym. Zazwyczaj bym bardzo miłym arbuzem, uśmiechał się do arbuzów rosnących obok, nie pił za dużo (jak wiadomo sztuczne nawozy szkodzą zdrowiu) i tylko czasem poderwał jakąś pannę arbuzównę (nigdy panią arbuzową).
    Tego jednak dnia, nie miał ochoty na bycie uprzejmym. Wręcz przeciwnie, jego nastrój był bardzo buntowniczy i strasznie chciał w jakiś sposób pokazać to otoczeniu. Lecz, mimo, że aż się w nim burzyło, żeby zrobić coś buntowniczego, Zdrowy Rozsądek cały czas powstrzymywał go przed pochopnymi decyzjami. „Zastanów się chwilę” mówił. „Wszyscy tutaj uważają cię za miłego i porządnego arbuza. Znacznie łatwiej jest żyć z dobrą reputacją. Pamiętaj, że ludzie [i owoce] dużo większą wagę przywiązują do uczynków złych, niż do dobrych. Jeden mały, źle odebrany gest i będziesz musiał pracować na wszystko od nowa. Czy naprawdę warto?”. Arbuz z niechęcią przyznał rozsądkowi rację. Lecz, żeby nie dać mu satysfakcji rozpoczął polemikę: „Z drugiej jednak strony, perspektywa też nie przedstawia się najlepiej. Zdaję sobie sprawę z tego, że owocuje to lepszą opinią u otoczenia. Cały czas więc powstrzymuję się i powstrzymuję i wszystkie złe emocje się we mnie kłębią. A potem wychodzi z tego zamknięcie się w sobie, zryta psychika, wizyty u psychologa i długotrwała, bardzo bolesna kuracja! Co więc, proszę ciebie, mam zrobić?”. „Twoja argumentacja nie jest bezpodstawna” przyznał Zdrowy Rozsądek. „Jest jednak inna możliwość. Musisz po prostu odejść na jakiś czas i wyładować się na kimś obcym!”. Arbuz poczuł się usatysfakcjonowany przyznaniem Rozsądku, zgodził się więc na jego propozycję. Pożegnał się serdecznie ze wszystkimi arbuzami i radośnie poturlał się w stronę zachodzącego słońca.
    Po kilku minutach doturlał się do drogi, którą szedł staruszek ciągnący za uzdę osła. Zygfryd spojrzał się na niego bardzo szyderczo. Tu moi drodzy, sądzę, że nie zrozumiecie w pełni sytuacji, jeśli wam czegoś nie objaśnię. Jak wiadomo, natura poskąpiła arbuzom oczu (podobnie zresztą sprawa ma się ze wszystkimi innymi narządami zmysłów i kończynami). Nie mogą więc w sensie dosłownym patrzeć się na kogoś. Mimo to (i tu już zaczynają się nauki tak skomplikowane, że nawet nie mają jednej ustalonej nazwy) z całą pewnością to robią! Ich „spojrzenie” (dla uproszczenia weźmy ten wyraz w cudzysłów) na pewno do adresata dociera. Co do tego nie mamy żadnych wątpliwości. Jak dotąd tajemnicą jest, skąd ono się bierze, lecz przyznacie, że czasem taki arbuz wygląda po prostu szyderczo.
    No, jeśli ustaliliśmy sobie kilka faktów, sądzę, że możemy wrócić do naszej opowieści. Stanęliśmy na tym, że arbuz rzucił staruszkowi szydercze spojrzenie. Dziadek bardzo się zafrasował, od razu zawstydził się plamy na szarej koszuli, zakurzonego, chudego osła, starej uzdy, zaszytych dziur w spodniach i niedokładnie zgolonego zarostu. Do domu dotarł przemykając między drzewami i stale rzucając na boki nerwowe spojrzenia.
    Arbuz nadal czuł niedosyt. Nie był jeszcze wystarczająco niemiły. Pokazał więc język dziewczynce przebiegającej obok. Dziewczynka upadła i obiła sobie nosek. Tego dnia była bardzo marudna i nieuprzejma. Uraziła swoją ciocię, która przyszła na podwieczorek. Ciocia wyszła mając bardzo złe mniemanie o jej rodzicach, a dziewczynka poszła spać bez kolacji. To wydarzenie zostawiło na jej wrażliwej dziecięcej psychice głęboką rysę, która zaowocowała głęboką traumą i trudnościami w kontaktach międzyludzkich w przyszłości.
    Arbuz jednak nadal nie miał dość. Wykrzywił się do przechodzącego obok, dziwnie ubranego człowieka. Ten jednak, w przeciwieństwie do poprzednio napotkanych osób, zamiast odejść z niepokojem w sercu, od razu spojrzał prosto na Zygfryda.
-Dużo szkód dziś spowodowałeś krnąbrny arbuzie. Zarówno karą za złe uczynki, jak i ich przyczyną jest twa podwójna osobowość. Zastanawia mnie, dlaczego ani na chwilę nie odezwało się w tobie sumienie, które z pewnością posiadasz – powiedział i odszedł poprawiając spiczasty kapelusz. „Ależ skąd, ja mam podwójną osobowość, nie potrójną” powiedział złośliwie Zygfryd do pleców człowieka. I poturlał się spokojnie z powrotem na pole arbuzowe.
©2009 ~Iriador
:iconiriador:

Author's Comments

Tę naiwną bajkę napisałam parę miesięcy temu, kiedy to męcząc się nad tematem "Opowiadanie o osobie z podwójną osobowością" poprosiłam Żamżę o pomoc. Ania beztrosko poradziła mi napisać o arbuzie. No to napisałam o arbuzie :).

Comments


love 0 0 joy 2 2 wow 0 0 mad 0 0 sad 0 0 fear 0 0 neutral 0 0
:iconarysia:
nasza kochana beztroska (H)Ania x>
:iconeleanor-linsea:
Fantastyczne xD To się nazywa umilanie ludziom czasu na nudnych lekcjach :D

--
Sorry for my English.
:iconiriador:
Dzięki wielkie :).

Details

January 22
5.9 KB

Statistics

5
3 [who?]
138 (0 today)
4 (0 today)

Site Map